Eteter

4 Maj 2009

Miłość…? Nieee…Chyba nie :D

Filed under: Miłość??? — eteter @ 15:57

No więc…oczywiście narozrabiałam, chyba…

Nie podobały mi się takie różne rzeczy co mi wyrosły tu i ówdzie-poszłam więc do lekarza i dostałam skierowanie do onkologa-fajnie, nie? Jakieś wypustki i onkolog, znaczit-musi-mam raka…będę umierać :D

No i się zapisałam- pan w telefonie był taki sobie-niespecjalnie miły, ani zbyt przejęty że umieram właśnie tu i teraz-przecież skierowanie mam do onkologa, nie?? Zapisał mnie na jakiś piekielnie odległy termin-rzędu dwa tygodnie-a ja przecież umieram…

Napadła mnie grypa ( teraz wiem że mózgu) ale bohatersko poszłam………………..i uwaga-…

Z drzwi gabinetu wychynęła Poczwara… wzięła skierowanie, książeczkę i inne papiórki, wlazła…

Po chwili słyszę-Proszę… Spojrzałam na uchylające się drzwi i………. O matko i Córko…!

Zobaczyłam cień chowanych skrzydeł wysokości drzwi ( rany to blisko dwóch metrów…), odbiło się od nich światło i znikły… Myślę se-dobra-gupi babsztylu masz zwidy … Wchodzę i… koniec świata-stoi przede mną nie wiem kto-anioł? demon? bóg? Rudozłoty, piegowaty-śliczny… takie uczucie na widok czegoś pięknego warte jest majątek… Cudowne stworzenie- okazało się panem doktorem…
Dżizas… usiadł sobie beztrosko przy stole i coś zaczął mówić-kurza twarz-jak można pytać o wypustki TAKIM głosem? Akuracik czytałam opowiadania ADXIII-a on… oczy czarne bez źrenic, światło otulające doskonałe szczupłe ciałko-żałowałam że nie mam łyżeczki-chociaż takiego ktosia przyjemniej jest jeść bez sztućców… No i pogadał, pogadał-za nic do dzisiaj nie wiem co :D i zapisał moje zdurniałe cielsko na za dwa miesiące.

…robiłam się na ubóstwo ze dwie godziny-kręciłam loki, potem prostowałam, malowałam się ze trzy razy, ścierałam, myłam, poprawiałam- rzęsy na heban, lico na marchewkowy, ust korale na sinoniebiesko, siedemnaście kreacji przymierzyłam, w końcu zdecydowałam że i tak mi nic nie pomoże i krokiem deko niepewnym się udałam… (grypa mnie opuściła a szkoda)czułam chemię -tę chemie co miedzy ludźmi śmiga i komplikuje wszystkim życie… rżnął mnie 10 minut (szkoda że skalpelem, ale może nie wie że fajniej się rżnie bez pomocy ostrych narzędzi?) a ja w trakcie myślałam…wstyd napisać o czym :D Żeby nie sz.p.Poczwara-tobym poprosiła bez znieczulenia-wreszcie byłaby forma kontaktu fizycznego…sado-maso to się nazywa?? :D

Dziś byłam ostatni raz-żałuję okropnie że się nie odważyłam powiedzieć CZEGOŚ… może nie wie jaki jest doskonały? Jak cudownie wygląda w słońcu? Może ma żonę? Dzieci? Może nie daje im tego co mógłby-wiedząc jaki jest piękny?? A może jest z kategorii do przerżnięcia?A może zna swoje plusy i jest paskudnym zarozumialcem? Nie dowiem się w życiu-bo stchórzyłam…

Niby się ciesze, bo ponieważ zostałam w swoich oczach bohaterską żoną-bez skazy.
Dręczyć mnie jednak będzie-czy gdybym się odważyła-moje życie dziś wyglądałoby inaczej?????

Takie słodkie ciałko z karmelu ze śmietanką… słonecznojesienne włoski, cudne oczęta z firanką jasnozłotych rzęs… zaraźliwy uśmiech… Niam niam… :D
Szit mać fak-jestem tchórzem.

Jajo można znieść-stara i głupia.
Ale… :D
Jest jeszcze szanska całkiem malutka, ale jest-mam się dowiadywać o wyniki histopatologiczne :D Korci mnie żeby powiedzieć mu coś w rodzaju:
-bardzo bolało jak pan spadał tu z nieba?( :D )

Niby nic-a jednak.
Czy myślenie o kimś jest formą zdrady?
Czy wyobrażanie sobie innego ktosia w trakcie TYCH rzeczy jest zdradą?
Czy zamykanie oczu w trakcie jest zdradą?
Czy jestem niemoralna?
Co zrobiłaby inna kobieta na moim miejscu? Czy wróciłaby grzecznie do domu pełna marzeń o innym facecie? Czy nie?
Niby nadal nic-a czuję że sobie w środku narozrabiałam…

Boże-niech ktoś mi przypomni jak się podrywa facetów!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

1 Marzec 2009

Powojnik

Filed under: Ogródek — eteter @ 19:54

Mam podły clematis-rośnie 5 lat, podsypywałam gada dolomitem (wapno w granulkach), sypałam mu skorupki od jajek, podlewałam płynem z namoczonych w/w skorupek (on lubi zasadową glebę) i padalec nic… może dlatego, że rośnie pod dębem, ale jestem uparta jak koza i zwyciężyłam!
W tym roku zamarzł, przy samej ziemi ostał mu się maluśki ogonek…Ale jak się już namyślił-zdecydował się na wspinaczkę, polazł po swojej drabince na dąb, zaczepił się za gałązki (które mu uprzejmie zostawiłam, bo normalnie obcinałam) no i wlazł na wysokość… gdzieś ze 4 metry, i tam pierwszy raz w życiu zakwitł, podły!
Żeby zobaczyć kwiatek musiałam czekać na deszcz, bo po nim clematis zwiesił kwiatek do dołu! Wredziuch!
Za to kwiatki-super, białe a każdy płatek ma pasek różowy… Miodzio, ciekawa jestem tylko, jak go zmuszę do kwitnienia w przyszłym roku i gdzie się schowa żeby to zrobić.

No proszę :D

Filed under: Bez kategorii — eteter @ 19:25

Chyba wreszcie pokonałam Wysoką Technologię…

Theme: Rubric. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.